piątek, 5 lutego 2021

Sesja ósma cz I

Prawda wychodzi na jaw    


Następny dzień wykorzystali na dopinanie na ostatni guzik przygotowań do być może największej akcji, którą mieli do tej pory okazję przeprowadzić w tym gronie. Podczas gdy Sara udała się na swoją zmianę w posiadłości, Nulgath miał oczekiwać pojawienia się Gillberta w karczmie - musieli porozmawiać o całej tej sytuacji, do której sam ze swoją drużyną przyłożył rękę.

Ander, Maciej i Papadopoulos zaś udali się ponownie do maga Bonasa w celu wyłożenia mu planu działania i upewnienia się, że nadal popiera ich w tej sytuacji. Po zapukaniu do drzwi powitała ich znajoma twarz służącego, który tym razem bez pytań zaprosił ich do środka. Samemu udali się na szczyt wieży, aby zastać maga zajętego pracą przy jednym ze stołów. Na widok znajomych twarzy ożywił się i od razu poprosił o informacje, a gdy te zostały mu przekazane zapewnił ich o swoim niezmiennym stanowisku w tej sprawie. Dla Bonasa przede wszystkim liczyła się sprawiedliwość, co zgadzało się z poglądem poszukiwaczy przygód. Kiedy obiecał im zająć się sprawą sprawiedliwego osądu dla Blake'a ucieszyli się, podziękowali mu i zaczęli żegnać się z magiem.

Przerwało im jednak skrzypienie otwieranych drzwi, tych samych, przez które sami tu weszli. Służący wprowadził do pokoju mężczyznę, którego przedstawił jako wysłannika króla. Mag jak i jego goście od razu spochmurnieli, a atmosfera w pokoju zgęstniała. Bonas choć spokojny, przemówił w jakby innym tonie głosu, żądając wyjaśnień. W tym momencie cały plan mógłby runąć w gruzach, gdyby nie zdolności przemawiania barda. Wyjaśnił wszystko magowi i uspokoił go, przekonując o swoich dobrych intencjach. W gruncie rzeczy miał teraz nie jeden, a dwa katalizatory, na dodatek z szansą własnego wymierzenia sprawiedliwości w najgłośniejszej sprawie Bolton. Chociaż sytuacja przez chwilę wydawała się napięta, rozstali się jak starzy przyjaciele z wspólnymi życzeniami powodzenia w swoich misjach.

Choć demon nie miał szczęścia w spotkaniu Gillberta i spędził cały dzień w karczmie na piciu z jej stałymi bywalcami, tego samego nie można było powiedzieć o elfce. Od rana zajmowała się prostymi pracami kuchennymi, próbując też poznać resztę służby. Na pierwszy ogień wzięła zapoznanie się z kucharzem, a następnie, w krótkiej przerwie ucięła sobie pogawędkę z jedną ze strażniczek. W czasie obiadu zaszła do jadalni, w której poprzedniego dnia był również Ander, a kiedy sprzątała po posiłku zajrzała do pokoju pomiędzy kuchnią a pokojem stołowym, do którego wejście mieściło się tylko od strony jadalni.

Nie chcąc dać się przyłapać na myszkowaniu, nie przeczesywała pokoju, zerknęła jedynie przelotnie na jego zawartość. Wystarczyło to jednak, żeby dojrzała leżący na biurku list, który przykuł jej uwagę. Podniosła go i szybko przejechała po nim wzrokiem, wyciągając z niego jak najwięcej treści w jak najkrótszym czasie. Znalazła w nim bardzo interesujące informacje o zakupie czegoś od pewnego maga oraz o stacjonowaniu kogoś w Berwick w sprawie urządzenia do ekstrakotwania dusz, a także na szeroko pojętym południu. Wiadomości te, choć bardzo powierzchowne, zdawały się potwierdzać przypuszczenia drużyny o istnieniu pewnych połączeń pomiędzy Tanatarem a Marcusem. Nie kusząc losu, odłożyła list na swoje miejsce, jak gdyby nigdy jej tam nie było i wróciła do swoich obowiązków. Chociaż mogła zwiedzić rezydencje, aby rozeznać się w rozkładzie jej pomieszczeń, zdecydowała się nie pakować w kłopoty.

Grupa negocjatorów, zestresowana sytuacją zaistniałą wcześniej w wieży maga, zdecydowała się powrócić do kanałów i zrobić użytek ze spotkanego tam wcześniej żelka. Po drodze odwiedzili jeszcze Eriqa, który oprócz zaoferowania im tymczasowo do pomocy szkieleta Garrego, nie udzielił im więcej przydatnych informacji na temat tego stworzenia, niż sami posiadali. Podziękowali za pomocną parę dłoni i ruszyli w znanym im kierunku. Pamiętali ostatnie miejsce, w którym stał glut, więc powiedzieć, że byli zdziwieni, kiedy go tam nie ujrzeli, to powiedzieć za mało.

Podchodząc bliżej, wysilali się, żeby dojrzeć przeciwnika, ale na nic im się to nie zdało. Papadopoulos w jednej chwili szedł kanałem, a w drugiej, zaledwie o krok dalej, został pochłonięty przez kostkę w całości. Jego zaskoczony, ludzki towarzysz nie zdążył zareagować, gdy ta sama, sześcienna masa rzuciła się na wypożyczonego szkieleta i z łatwością odebrała mu drugie życie. Nim ten jednak skonał, wyciągnął z toksycznych i zapewne śmiertelnych wnętrzności barda, ratując mu tym życie. Zaczął on natychmiastowy odwrót, do którego zaraz miał dołączyć też Ander, po tym jak zebrał rozsypane szczątki poległego kościotrupa. Oddalili się od żelka na tyle szybko, że ten nie miał już szans dogonić ich w swoich malutkich podskokach. Zwrócili pozostałości towarzysza z powrotem w ręce jego stwórcy, przepraszając za swoją lekkomyślność. Ku ich szczęściu praktykant nekromancji nie chował do nich urazy, gdyż sami zapewnili mu materiału badawczego, żeby ów szkieleta w pierwszej kolejności stworzyć.

Wracając do karczmy po skończeniu swojej zmiany, elfka zakupiła resztę potrzebnych na następny dzień materiałów takich jak środek przeczyszczający. Spotkawszy się z resztą grupy, wysłuchała, czego tego dnia dokonali, po czym sama przekazała im informacje. Mężczyźni nie byli jednak zadowoleni jej pracą wywiadowczą - nie zyskała właściwie żadnych kluczowych informacji oprócz treści listu, którego nie wzięła ze sobą jako dowód. Kolejny raz doszło do niewielkiej sprzeczki, której antagonistką była Sara. Kiedy wszyscy powiedzieli w jej kierunku wszystko, co mieli powiedzieć, rozeszli się, zostawiając ją jedynie z Anderem.

On też nie pochwalał nieefektownych działań elfki, ale pomimo to spędził wieczór, rozgrywając z nią partie szachów. W tle ich pierwszej rozgrywki zabrzmiała lutnia barda, której nie do końca czyste dźwięki towarzyszyły przegranej Sary. Kolejny mecz odegrali w akompaniamencie podekscytowanych okrzyków grupki, która zebrała się przy stole niedaleko baru, a której zajęciem było nie co innego niż picie. Jednocześnie z Anderem przegrywającym przez szach-mat, Nulgath pociągnął ostatni łyk ze swojego kufla, nim stwierdził, że na ten wieczór wypił już wystarczająco dużo i należy mu się odpoczynek. Wkrótce w jego ślady podążyła też reszta poszukiwaczy przygód, wycieńczona intrygami i przymusem ciągłego trzymania się na baczności. Złożyli się do swoich posłań, nie mając świadomości o katastrofie, jaką mieli spowodować.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz