Ściekowe sprawy
Odnalazłszy pierwsze najbliższe wejście do kanałów, drużyna licząca teraz pięcioro utalentowanych wojowników i magów, wkroczyła do środka. Sceneria zmieniła się z nadgryzionych zębem czasu uliczek miasta na tunel, którego środkiem płynęła nieczysta woda. Rozdzielono się na jego dwie strony, żeby nie pchać się wąską ścieżką gęsiego. Tunel, którym szli, nie wyglądał niezwykle, ot kanalizacja miejska, gdzieniegdzie przebiegające szczury, dochodzące z oddali echa kropli wpadających do wody. Pomimo tego stąpali ostrożnie, a za pierwszy zakręt wyjrzeli, nim go pokonali.
Zanim to jednak zrobili, w rogu pomieszczenia ujrzeli postać skuloną przy ziemi. Podeszli do niej i szybko wydedukowali, że natrafili na jakiegoś bezdomnego biedaka. Zarzucili pytaniami zdezorientowanego mężczyznę, którego jeszcze bardziej przerażała liczebność grupy, jaką spotkał. Dukając kilka słów, wyznał, że niczego w tym miejscu podejrzanego nie widział i że nic w zasadzie nie wie. Jako iż nie wydawał się wiarygodnym źródłem informacji, zostawili go w spokoju i ruszyli dalej.
Przemierzając niedługi tym razem tunel, dostrzegli w wodzie pomiędzy ścieżkami coś podejrzanego. Przyjrzawszy się temu z bliska, zgodnie uznali, że natrafili na zwłoki unoszące się na powierzchni wody. Odór, jaki tworzyły, odstraszyłyby nie jednego, w przeciwieństwie jednak do większości, Sara nie miała z nim problemów. Jej doświadczenie w lecznictwie znieczuliło jej zmysł węchu na odory ciała ludzkiego, więc bez problemu podeszła bliżej, nachyliła się do trupa, a nawet odwróciła go tak, żeby jego twarz unosiła się do góry. W chwilę po tym ciało zadrżało, wydając z siebie przyduszone warknięcie, wierzgnęło i wstało, jakby natchnione życiem. Zaskoczona elfka odskoczyła w tył, potrącając swoich równie rozproszonych towarzyszy.
Dopiero teraz dostrzegli, że całe zwłoki znajdowały się już w fazie rozkładu, skóra sczerniała, kończyny wydawały się nienaturalnie rozciągnięte, a strzępy ubrania oprócz bycia przemoczonymi, nosiły na sobie także liczne znaki zużycia. W niektórych miejscach czaszki wiły się białe robale, co jakiś czas strącane do wody przez ruchy zmartwychwstałego truchła. Pomimo makabrycznego widoku i smrodu, który przez nagły ruch wzmógł się jakby trzykrotnie, nikt nie zwrócił śniadania. Za to instynktownie sięgnięto po broń i zaczęto wykonywać próby zamachnięcia się na potwora tak, żeby samemu nie znaleźć się w ściekowej wodzie po pas. Rozkład kanału pozwalał dwóm, maksymalnie trzem osobom na mierzenie się z potworem jednocześnie, więc niektórzy zajęli się dopingowaniem i pomocą z daleka. Kreatura nie była ani silna, ani zwinna, ani tym bardziej inteligentna na tyle, żeby chociaż wyjść z wody, która ograniczała jej ruchy do chwytania za buty i kostki. Rozprawiono się z nią bez problemu, sytuacja jednak nabrała poważniejszego oddźwięku, a misja mogła być bardziej niebezpieczna, niż na początku mogłoby się to wydawać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz