piątek, 8 stycznia 2021

Sesja czwarta, cz II

Ściekowe sprawy    


Odnalazłszy pierwsze najbliższe wejście do kanałów, drużyna licząca teraz pięcioro utalentowanych wojowników i magów, wkroczyła do środka. Sceneria zmieniła się z nadgryzionych zębem czasu uliczek miasta na tunel, którego środkiem płynęła nieczysta woda. Rozdzielono się na jego dwie strony, żeby nie pchać się wąską ścieżką gęsiego. Tunel, którym szli, nie wyglądał niezwykle, ot kanalizacja miejska, gdzieniegdzie przebiegające szczury, dochodzące z oddali echa kropli wpadających do wody. Pomimo tego stąpali ostrożnie, a za pierwszy zakręt wyjrzeli, nim go pokonali.

Zanim to jednak zrobili, w rogu pomieszczenia ujrzeli postać skuloną przy ziemi. Podeszli do niej i szybko wydedukowali, że natrafili na jakiegoś bezdomnego biedaka. Zarzucili pytaniami zdezorientowanego mężczyznę, którego jeszcze bardziej przerażała liczebność grupy, jaką spotkał. Dukając kilka słów, wyznał, że niczego w tym miejscu podejrzanego nie widział i że nic w zasadzie nie wie. Jako iż nie wydawał się wiarygodnym źródłem informacji, zostawili go w spokoju i ruszyli dalej.

Przemierzając niedługi tym razem tunel, dostrzegli w wodzie pomiędzy ścieżkami coś podejrzanego. Przyjrzawszy się temu z bliska, zgodnie uznali, że natrafili na zwłoki unoszące się na powierzchni wody. Odór, jaki tworzyły, odstraszyłyby nie jednego, w przeciwieństwie jednak do większości, Sara nie miała z nim problemów. Jej doświadczenie w lecznictwie znieczuliło jej zmysł węchu na odory ciała ludzkiego, więc bez problemu podeszła bliżej, nachyliła się do trupa, a nawet odwróciła go tak, żeby jego twarz unosiła się do góry. W chwilę po tym ciało zadrżało, wydając z siebie przyduszone warknięcie, wierzgnęło i wstało, jakby natchnione życiem. Zaskoczona elfka odskoczyła w tył, potrącając swoich równie rozproszonych towarzyszy.

Dopiero teraz dostrzegli, że całe zwłoki znajdowały się już w fazie rozkładu, skóra sczerniała, kończyny wydawały się nienaturalnie rozciągnięte, a strzępy ubrania oprócz bycia przemoczonymi, nosiły na sobie także liczne znaki zużycia. W niektórych miejscach czaszki wiły się białe robale, co jakiś czas strącane do wody przez ruchy zmartwychwstałego truchła. Pomimo makabrycznego widoku i smrodu, który przez nagły ruch wzmógł się jakby trzykrotnie, nikt nie zwrócił śniadania. Za to instynktownie sięgnięto po broń i zaczęto wykonywać próby zamachnięcia się na potwora tak, żeby samemu nie znaleźć się w ściekowej wodzie po pas. Rozkład kanału pozwalał dwóm, maksymalnie trzem osobom na mierzenie się z potworem jednocześnie, więc niektórzy zajęli się dopingowaniem i pomocą z daleka. Kreatura nie była ani silna, ani zwinna, ani tym bardziej inteligentna na tyle, żeby chociaż wyjść z wody, która ograniczała jej ruchy do chwytania za buty i kostki. Rozprawiono się z nią bez problemu, sytuacja jednak nabrała poważniejszego oddźwięku, a misja mogła być bardziej niebezpieczna, niż na początku mogłoby się to wydawać.

Kontynuowano jednak przemierzanie tunelu, którego koniec doprowadził ich do sporego pomieszczenia, z którego następne tunele prowadziły na wprost oraz w lewo. Ponadto, pomiędzy obiema tymi drogami można było dostrzec jakby wejście do pokoju, a co najciekawsze, broniły go dwa szkielety. Zebrano się wspólnie niedaleko kładki, którą mogliby przejść do ów szkieletów i zaczęto dyskusje, co uczynić. Stwory nie zdawały się zwracać na nich uwagi, zajęte swoim rozkazem stania w miejscu i wyglądania groźnie. Bez względu na to, postanowiono i tak rozprawić się z nimi, tak na wszelki wypadek.

Tak więc postanowiono zająć się szkieletami, których początkowa liczebność wynosiła dwa osobniki. Nie należały one do zbyt wymagających przeciwników, w przeciwieństwie jednak do wcześniej spotkanego zmartwychwstałego ciała miały na tyle rozumu, żeby chociaż nie pojedynkować się w wodzie. Na kładce łączącej dwie strony tunelu utworzył się więc zator, powodujący niewielkie logistyczne problemy, jak użyć każdego członka drużyny do walki, jednocześnie nie spychając się nawzajem do wody. Próby trafienia kościanych przeciwników z dalszej pozycji używając kusz, spaliły na panewce - ciężko bowiem przebić coś, co nie posiada ciała, a jedynie silne kości odbijające bełty.

Problem nie trwał jednak długo, gdyż po pokonaniu pierwszego ze szkieletów walkę przerwał człowiek wybiegający z pobliskiego pokoju, wraz z obstawą kolejnych dwóch kościanych towarzyszy. Nawoływał w nieco histerycznym tonie o zaprzestanie walki, a kiedy zarówno szkielet, jak i poszukiwacze przygód wykonali polecenie, podszedł bliżej, w celu porozumienia się z przybyszami. Rozmowę zaczął od wypytywania o cel całego tego zamieszania, ale jako że nie dało się dojść do słowa w tym całym chaosie, mężczyzna zaprosił grupę do pomieszczenia, przed którym wcześniej stróżowały szkielety. Nieznajomy zebrał szczątki jednego pokonanego potwora i wyruszył, a zaraz w ślad za nim podążyły również pozostałe trzy stwory.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz